Historia jest oparta na faktach. Piotr Maj (Robert Olech), Marek Stawski (Przemysław Sadowski) i Grzegorz Rybarczyk (Jarosław Kopaczewski) niczym bohaterowie "Ziemi obiecanej" zakładają wspólnie spółkę i odnoszą sukces. Jednak w wyniku zmowy urzędników państwowych - prokuratora Andrzeja Kostrzewy granego przez Janusza Gajosa oraz naczelnika urzędu skarbowego Mirosława Kamińskiego (Kazimierz Kaczor) - zostają pokazowo zatrzymani pod zarzutem działania w zorganizowanej grupie przestępczej i prania brudnych pieniędzy.
W pewnym stopniu film jest zbliżony swoją konstrukcją do znakomitego "Długu". Tyle że u Krzysztofa Krauzego główni bohaterowie byli niszczeni przez zwykłych bandziorów. Tymczasem u Bugajskiego "kłody pod nogi" są rzucane przez władzę i urzedników państwowych, którzy chcą osiągnąć w ten sposób własne korzyści. Różnicą jest też to, że u reżysera "Przesłuchania" głównym bohaterem filmu została postać negatywna i to ona została rozłożona na czynniki pierwsze. Okazało się to być ciekawym zabiegiem. Prokurator Kostrzewa to osoba zła, chciwa i egoistyczna. Gajos nie schodzi poniżej niezłego, solidnego poziomu, ale nie jest aż tak znakomity jak chociażby Andrzej Seweryn, grający w "Uwikłaniu" - filmie w pewnym stopniu podobnym do dramatu Bugajskiego, bo też pokazującym pewien układ, wobec którego normalni obywatele są bezsilni.
Dla mnie jednak odkryciem i najlepszą rolą w filmie jest postać prokuratora Kamila Słodowskiego - grana przez Wojciecha Żołądkowicza. Początkowo wydaje się, że młody prokurator będzie pionkiem w rękach bardziej doświadczonych urzędników. "Odyńcem", który "wpadnie w sidła" (zwierzęce porównania są na miejscu - Kostrzewa to zapalony myśliwy) w pierwszej kolejności w przypadku niepowodzenia całego przedwsięzięcia. Tymczasem Słodowski dosyć szybko okazuje się być bardzo bystrym uczestnikiem gry i nie daje się wygryźć starym wygom. Żołądkowicz - aktor nieznany - bardzo dobrze pokazuje cynizm swojego bohatera i szybkie wdrożenie się w bezlitosne reguły gry o pieniądze.
Czy film jest nazbyt publicystyczny? Moim zdaniem nie. Oczywiście każdy go może interpretować na swój sposób. I tak jedni stwierdzą, że spektakularny sposób zatrzymania trzech bohaterów to nic innego jak aluzja do aresztowania Romana Kluski. Inna opcja polityczna będzie widzieć w działaniach jednostek antyterrorystycznych tragedię Barbary Blidy. Nikomu się nie dogodzi i nikogo się nie przekona do swoich racji. Z mojej perspektywy film w ciekawy sposób pokazał wypaczenia władzy, jej chciwość i brutalność. I przede wszystkim bezradność i bezsilność szarego obywatela wobec tych wszystkich nieuczciwych mechanizmów. Bugajski zrobił to wszystko w mocny, ale wyważony sposób, nie ogłupiając widza karykaturalnym przekazem, przesiąkniętym wulgarzyzmami. Co ważne film nie zmęczył mnie jakimiś dziwnymi sposobami kręcenia. Kamera normalnie przedstawia rzeczywistość, nie "skacze", jak to miało miejsce w kilku ostatnich polskich produkcjach. Bugajski pokazał, że jest sprawnym rzemieślnikiem, który nie potrzebuje wywoływać u widza dodatkowych, sztucznych emocji.
Film nie jest aż tak głęboki i poruszający jak wspomniany już przeze mnie "Dług". Ma trochę nudny środek i słabe retrospekcje, z których dowiadujemy się między innymi o motywach działań Kostrzewy i jego przeszłości. Ogółem jest jednak dobrym dramatem i stanowi udany powrót Bugajskiego do filmu po kilku latach przerwy.

