poniedziałek, 1 kwietnia 2013

Atlas chmur ****

Sięgnijmy do koncepcji zawartej w "Efekcie motyla" i "360". Do pomysłu łączenia historii różnych ludzi, znajdujących się na krańcach świata dodajmy inną epokę, w której umiejscowione są wydarzenia. Co więcej w powiązaniach pomiędzy opowieściami umieśćmy tych samych aktorów występujących w różnych rolach, ale tak ucharakteryzowanych, że z trudem rozpoznawalnych. Skomplikowane? W rzeczy samej.

Nie łatwe jest również przybliżanie fabuły bez nadmiernego zdradzania treści. W dużym skrócie, rozpoznajemy tych samych głównych aktorów, niczym postacie które przeszły reinkarnacje, w kolejnych, osadzonych w różnych wiekach historiach: XIX-wiecznej, współczesnej czy wizji przyszłości. Każda historia jest bardzo wciągająca, poprzez niejasności, niedopowiedzenia, szybkie przejścia pomiędzy wątkami. Trzeba się natrudzić, żeby dostrzec wszystkie powiązania i rozpoznać aktorów. W miszmaszu postaci aktorsko, a nie tylko poprzez charaketryzację, wyróżniają się chyba jedynie Tom Hanks i Jim Broadbent.

Oprócz efektów specjalnych, docenić trzeba ciekawą próbę przedstawienia różnych gatunków filmowych w jednym filmie. Każda z opowieści reprezentuje bowiem inny styl tj. komedię, dramat, science fiction. Wszystko to stanowi oprawę do przekazania tematu walki jednostki o prawa w złym, brutalnym, opanowanym przez szatana(?) świecie. Jednocześnie, każdy jest na swój sposób wyjątkowy, bo nasze drobne decyzje mogą być inspiracją i odmienić życie innych. Chciałoby się powiedzieć, że film niesie przesłanie buddyjskiej karmy, ale nie do każdego aktora w kolejnej historii wracają jego dobre lub złe uczynki z poprzednich "wcieleń".

Nie każdy wątek zasługuje na pochwałę. Z jednej strony otrzymujemy ciekawą wizję przyszłości (prymitywne plemię, które utraciło zdobycze cywilizacji), z drugiej, sceny aż proszące się o porównanie z Matrixem i wypadające przy nim blado. Chociaż wątek Hae-Joo Chang i Sonmi 451, walczących o prawa produkowanych genetycznie kobiet, jest oczywiście czymś innym niż fabuła "Matrixa", to w scenach ucieczki tej pary przed maszynami na tle Nowego Seulu, wyraźnie widać łudząco podobne do "matrixowych", a w obu przypadkach stworzone przez Wachowskich, sceny.

Pierwsze wrażenie po obejrzeniu "Atlasu" to poczucie, że film jest przekombinowany, że efekty specjalne wzięły górę nad logiką, że ciągła zmienność wątków powoduje zamazanie przesłania. A jednak film pozostaje w głowie. Odkąd go obejrzałam dostrzegam kolejne powiązania, doszukuję się ukrytych znaczeń, więc film zasługuje na uznanie, za ciekawość którą budzi. Trochę natrętne wydaje się wplatanie morału w każdą historię (walka dobra ze złem, prawa jednostki, podejmowanie decyzji mającej wpływ na inne pokolenie). Wiem, że w czasach kryzysu wartości, moralizowanie stało się modne, ale nachalne i banalne umoralnianie, sprawia, że film staje się naiwny.

"Atlas chmur" porywa akcją, efektami, zaciekawia, ale pozostawia niejasności. Oceniam film jako dobry, ale wiem, że muszę go drugi raz obejrzeć (lub sięgnąć do książki Davida Mitchella) i wtedy może zrozumiem lepiej fabułę. Póki co mam wrażenie, że autorzy chcieli zbyt szybko, zbyt efekciarsko i zbyt dużo pokazać na raz, przez co całkiem fajna tematyka i filozofia życiowa umyka w gąszczu niedopowiedzeń i wątpliwości.



6 komentarzy:

  1. Wizualnie ładny film, ale fabularnie przekombinowany.

    OdpowiedzUsuń
  2. Skoro oceniłaś go jako trudnego w odbiorze i przekombinowanego, to dlaczego tak wysoko go oceniłaś? Analizujesz tylko efekty specjalne? Jesteś jednym z odbiorców - musisz uwierzyć, że jeżeli film próbując do ciebie trafić, pudłuje, to widocznie nie jest "dobry".

    OdpowiedzUsuń
  3. Oceniłam go "dobrze", bo mnie zaciekawił, dał do myślenia. Nie uważam, że "spudłował", po prostu nadmiar efekciarstwa i prawdobodobnie trudny do zaadaptowania scenariusz sprawiły że jest niespójny, dlatego moja subiektywna ocena jest taka a nie inna...

    OdpowiedzUsuń
  4. Dla mnie totalna klapa. Niczym dzieło Eda Wood'a, w które wtłoczono na siłę wszystkie możliwe style. Poszczególne historyjki banalne a ich zakończenia łatwo przewidywalne. Efekty specjalne bez znaczenia - nie podnoszą wartości filmu.

    OdpowiedzUsuń
  5. Trudno mi się wypowiadać, gdy nie widziałam całego filmu, jednak czytałam książkę i jak dla mnie, to jest cały "szkopuł". Dzieło Mitchella jest genialne. Anglicy powinni zakochać się w nim taką samą miłością, chociaż czym innym uwarunkowaną, jaką Amerykanie darzą panią Mitchell. "Atlas chmur" jest majstersztykiem, dopracowanym w każdym detalu i z taką grą literacką, że wręcz niemożliwością jest przeniesienie go na ekran. Trzeba by ciąć historię, spłaszczać, a i tak do połowy ona nie trafi. Jak dla mnie, film może być jedynie dopełnieniem książki.

    OdpowiedzUsuń
  6. Wiara w dobro drugiego człowieka zawsze opiera się na aksjomacie miłości.Obojetne kogo dotyczy, bez niej nic nie jest prawdziwe.Tylko miłośc daje nam siłę i moc przebaczania.Tylko miłość jest w stanie nas poruszyć.Ale musi być prawdziwa. Zachłanność, wszechwładza kiedyś się skończy.Rządy ludzi nikczemnych także. Ludziom pozostanie tylko miłość. Ktoś kiedyś powiedział:"płótno, którym nas okrywają po śmierci nie ma kieszeni". Te podstawowe prawdy w naszym świecie powinien głosić każdy człowiek prawego serca. Takie jest nasze przeznaczenie. Po to zostaliśmy tu przysłani.Tylko prawda i miłość są nas wstanie wyzwolić z ciągłego przekraczania bram.

    OdpowiedzUsuń