Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mark Ruffalo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mark Ruffalo. Pokaż wszystkie posty

środa, 3 lutego 2016

Spotlight *****

"Spotlight" to nazwa zespołu śledczego gazety "Boston Globe", którym kieruje Walter Robinson (Michael Keaton). W momencie, gdy dziennik zostaje objęty przez nowego szefa - Marty Barona (Liev Schreiber), dziennikarze "Spotlight" dostają od niego pierwsze zadanie - mają zająć się sprawą księdza oskarżonego o seksualne wykorzystywanie dzieci na przestrzeni ostatnich 30 lat. Robinson ma 3-osobowy zespół dziennikarzy, którzy nie zdają sobie sprawy z jaką skalą patologii mają do czynienia.

Początkowo redaktorzy skupiają się na jednym księdzu, ale poprzez stopniowe odkrywanie prawdy zaczynają docierać do coraz większej liczby osób "umoczonych" w sprawy molestowań. Większość tych przypadków ma taką samą genezę - molestowane dzieci przez księży to osoby zagubione, pochodzące z rozbitych, dysfunkcyjnych rodzin, wychowujące się bez ojca lub matki bądź też mające problem z własną tożsamością seksualną. Nie jest to jednak regułą, bo zdarzają się tez przypadki dzieci, które miały normalny dom. Oznacza to, że wykorzystanym dzieckiem może być każde i nie do końca problem molestowania jest obwarowany jakimiś patologicznymi, rodzinnymi zależnościami.

Mocnym punktem filmu jest na pewno scenariusz, a jego siłą napędową rozbudowane, wymagające od widza skupienia, dialogi. Zresztą konstrukcja fabularna mocno przypomina "Wszystkich ludzi prezydenta" - chyba największy klasyk filmu dziennikarskiego, gdzie osią fabularną było dochodzenie przez dziennikarzy do prawdy w aferze Watergate. Podobnie jak w filmie z 1976 roku, tutaj również mamy pokazany pewnego rodzaju etos pracy dziennikarskiej. Redaktorzy traktują swój zawód jako rodzaj misji, są pełni poświęcenia dla tematu, zapominając bardzo często o swoich rodzinach i sprawach osobistych.

Reżyser i scenarzysta Tom McCarthy dostrzegł, że problem molestowania jest tuszowany nie tylko przez księży. W "Spotlight" obrywa się również prawnikom i innym przedstawicielom władzy, którzy zamiatali te sprawy pod dywan. Dostaje się również samym dziennikarzom, którzy lata temu ignorowali listy i donosy na duchownych. Grzech zaniechania elit jest równie duży jak samo sprawstwo.

Aktorsko na pierwszy plan wysuwają się Michael Keaton i Mark Ruffalo - ich postaci są najbardziej wyraziste, w czym niewątpliwie zasługa ekranowej charyzmy tych dwóch wykonawców. Rachel McAdams (nominowana do Oskara za drugoplanową rolę) już nie wypada tak przekonująco i mam wrażenie, że bardziej pasuje do komediowych ról dziewczyn z sąsiedztwa, niż zaangażowanych ról dramatycznych.

Powiedzmy sobie szczerze - temat molestowania dzieci przez duchownych, chociaż cały czas jest aktualny, to jednak nie jest już specjalnie nowy. Myślę, że "Spotlight" mógłby bardziej zaskoczyć, gdyby został zrobiony świeżo po aferze bostońskiej (miała ona miejsce na początku 2002 roku). Po 14 latach temat przewodni filmu jest oczywiście cały czas aktualny, ale z pewnością już specjalnie nie szokuje. Nie zmienia to jednak faktu, że film McCarthy’ego to bardzo solidne kino publicystyczne.

wtorek, 2 lipca 2013

Iluzja ****

Należę do osób, które w zdolnościach paranormalnych zawsze będą doszukiwać się szachrajskich sztuczek, a magików uznawać za dobrych obserwatorów i psychologów. "Iluzja" przekonuje nas, że magia to tylko triki, a im bliżej znajdujemy się czarodziejskich wydarzeń, tym łatwiej nas oszukać.

I tak czworo magików: J. Daniel Atlas (Jesse Eisenberg), Merritt McKinney (Woody Harrelson), Henley Reeves (Isla Fisher) i Jack Wilder (Dave Franco) kantuje nie tylko nas przed ekranem, ale całą publiczność swojego przedstawienia w Las Vegas, a także FBI i Interpol. Za sprawą czarodziejskich sztuczek bohaterowie napadną na bank i rozdadzą pieniądze widowni. Na nic zdadzą się wysiłki organów ścigania. Ani sceptycznie nastawiony do magii pracownik FBI Dylan Rhodes (Mark Ruffalo), ani próbująca ją zrozumieć, przydzielona do śledztwa przedstawicielka Interpolu Alma Dray (Melanie Laurent), nie będą mogli udowodnić, że nie poprzez czary, lecz wykonując całkiem normalny przekręt magicy popełnili przestępstwo.

Udana kompozycja efektów specjalnych, gra świateł i wciągające sztuczki magiczne sprawiają, że film ogląda się jak bardzo dobre show. Mimo mojego sceptycyzmu dałam się ponieść czarom i hipnozie, aby potem z napięciem wyczekiwać rozwiązania zagadkowych zdarzeń. Całe szczęście, że większość z nich została wytłumaczona w racjonalny sposób i film, nie okazał się baśnią z 1001 nocy, ani kryminałem-fantasy. Niestety niektóre wyjaśnienia "czarów" były zbyt naiwne, jak na poziom dokonanego oszustwa (np. wyczyszczenie konta milionera poprzez podanie hasła w stylu "nazwisko panieńskie matki").

Nie pochłaniałabym kolejnych zdarzeń z takim entuzjazmem, gdyby nie świetna gra czarodziejów. Szczególne uznanie należy się Eisenbergowi i Harrelsonowi, którym udało się stworzyć kreacje zarówno wiarygodnych, jak i dających się polubić, a przy tym przezabawnych, magików. Do tego niemały wkład do filmu wnieśli weterani kina - Freeman i Caine - których tajemnicze role nadały scenariuszowi "Iluzji" charakter.

Niestety wszystko co dobre szybko się kończy, a zakończenie przynosi rozczarowanie... Kiedy film rozkręca się i poprzez kolejne czary-mary, zaskakuje i ekscytuje, to ostatni wielki skok sprawia zawód. Zakończenie jest co prawda mocno zaskakujące, sprawdza się początkowa teza, że nabieramy się na "czary", gdyż najtrudniej dostrzec oszustwo gdy bacznie przyglądamy się magikowi. W końcówce całkiem ciekawy i trzymający w napięciu pościg funduje nam Dave Franco. Po nim powstaje oczekiwanie, że to najciekawiej zbudowane postacie (Eisenberga i Harrelsona) zaprezentują na koniec najbardziej intrygujące sztuczki. Jednak wzmożony apetyt nie zostaje zaspokojony, ostatni trick bowiem, pomimo zapowiadanego wielkiego show, jest słabszym występem niż poprzednie. A rozwiązanie głównej zagadki jest tandetne i niestety pozostawiło niesmak.

Jeszcze w sali kinowej dawałam "Iluzji" pięć gwiazdek i tak by pozostało, gdyby zakończenie nie popsuło dobrego wrażenia wywołanego przez resztę filmu. Po namyśle uważam, że "Iluzja" prezentuje porządne kino. Niezły pomysł na film, szybka akcja, mocne show i dobra gra aktorska ratują nie do końca udany scenariusz. W zestawieniu z "Prestiżem" film jest bardziej nastawiony na rozrywkę niż głębokie przemyślenia, ale i tak warto go obejrzeć.


sobota, 1 grudnia 2012

Avengers ****

Iron Man, Captain America, Thor, Hulk, Czarna Wdowa i Hawkeye, czyli "The Avengers" (mściciele) razem na ekranie filmowym. Superbohaterowie jednoczą siły by ocalić Ziemię przed zagładą. Spełniony mokry sen fana komiksów wydawnictwa Marvel.

Ostatnimi laty mieliśmy wysyp filmów o komiksowych superbohaterach. Iron Man, Hulk, Captain America i Thor doczekali się filmów poświęconych tylko im. Najwyraźniej hollywoodzcy producenci doszli do wniosku, że przyszedł czas na superprodukcję o superbohaterach. Po ostatnich hitach naszej rodzimej kinematografii z bitwami w tytułach, już na samo słowo superprodukcja reaguję alergicznie, ale jak się okazało, nie zawsze musi być źle.

Choć historia, jak to w ekranizacjach komiksów, jest dość przewidywalna, a film trwa bite 143 minuty, to mi się nie dłużył. Zebranie w jednym miejscu tych wszystkich postaci okazało się dla scenarzystów raczej okazją niż pułapką. W towarzystwie innych superbohaterów nie wydają się aż tak bardzo super, czy też tak bardzo inni. Widzimy ich bardziej ludzką stronę. Tworzą zespół, który tylko współpracując może zwyciężyć. Ich wspólne docieranie się obserwujemy z zainteresowaniem, może trochę żarliwiej niż zwykle kibicując im w śmiertelnym starciu.

Oczywiście nie jest to kino dostarczające materiału do przemyśleń, czy refleksji, ale sądzę, że ludzie czegoś takiego oczekujący wybiorą raczej dzieła Kieślowskiego czy Bergmana. To co dostajemy to czysta rozrywka, ale na naprawdę wysokim poziomie. Zapierające dech w piersiach, ale nie męczące efekty specjalne, precyzyjna reżyseria, parada gwiazd (Roberta Downey Jr, Scarlett Johansson, Samuela L. Jacksona, nasz Jerzy Skolimowski...), które całkiem dobrze odnajdują się w kostiumach superbohaterów oraz pomysłowa fabułą sprawiają, że "Avengers" to dobra propozycja na piątkowy wieczór nie tylko dla fanów komiksów.