Redaktorka poczytnego periodyku o modzie i takich tam, Anna (Juliette Binoche), dostaje zlecenie na napisanie artykułu o płatnej miłości. Zbierając materiały, kontaktuje się z dwiema przedstawicielkami najstarszej profesji świata - Francuzką (Anaïs Demoustier) i Polką (Joanna Kulig), które na swobodnych spotkaniach powierzają jej swoje historie. Te rozmowy nie pozostają bez wpływu na Annę...
Gdy "Sponsoring" Małgorzaty Szumowskiej wchodził do kin, zrobił się wokół niego spory szum. Reżyserka, ogłoszona już dawno temu jednym z największych talentów naszej kinematografii, udzielała jednego wywiadu za drugim. Dzieliła się z czytelnikami przemyśleniami na temat własnego życia, wrażeniami ze współpracy z gwiazdą światowego kina jaką niewątpliwie jest Juliette Binoche. Tym, jak Binoche potrafi poświęcać się dla roli, wchodzić w graną postać. Z rzadka tylko odnosiła się do fabuły samego filmu, jedynie tajemniczo wspominając, że główna bohaterka dzięki styczności z córami Koryntu odkrywa na nową swą uśpioną seksualność.
Ech, jakież było moje rozczarowanie, gdy w końcu miałem okazję obejrzeć to "dzieło". Gdy od czasu do czasu, by zresetować umysł, zaglądam na portal typu onet, znajduję tam okraszone podobnie łapiącymi oko tytułami jak "Sponsoring", z życia wzięte historie panienek młodszych, czy starszych, czasami żon, w większości studentek, które odkrywają jak to fantastycznie (lub nie) jest sprzedawać swoje ciało. Pisane są one przez dziennikarzy, którzy dzwonią na znalezione na różnych portalach ogłoszenia, tudzież zamieszczają własne, usiłując spenetrować fascynujący świat płatnego seksu. Nigdy nie pomyślałem, że taki "artykuł" może być scenariuszem filmowym. Tak - scenariuszem, nie inspiracją do scenariusza. Scenariuszem, którego realizacji podejmie się wielka nadzieja polskiego filmu, a przed kamerą staną, oprócz wspomnianej laureatki Oskara, godząc się na skromne epizody, ikona pokroju Krystyny Jandy, czy wielki (jak na dzisiejsze czasy) polski aktor Andrzej Chyra.
Film składa się z trzech typów scen. W pierwszej podglądamy Annę w jej domu, gdy trochę pracuje nad tekstem, trochę się krząta, próbując być przykładną panią domu. W drugim widzimy Annę jak zbiera materiały, rozmawiając z prostytutkami. Trzeci to sceny z życia prostytutek. Wszystko jest nawet ładnie sfotografowane, głównie chyba z ręki, by dodać filmowi autentyzmu. Mnóstwo zbliżeń. Wielkie szczęście, że Binoche tego Oskara nie dostała przez przypadek i nawet gdy kroi marchewkę ogląda się ją z przyjemnością. Bo to koniec. W filmie nie dzieje się nic więcej. Rzeczonej ewolucji postaci głównej bohaterki nie dostrzegłem. Jest jedynie scena finałowa (a właściwie dwie), w której widać wreszcie talent Szumowskiej. Językiem czysto filmowym prezentuje nam wnioski, do których podejrzewam dochodzi główna bohaterka. Szkoda tylko, że są one tak nachalne, upraszczające i nieusprawiedliwione tym co się wcześniej działo, że dają odwrotny efekt od katharsis.
"Sponsoring" jest kolejnym dowodem na to, że bez dobrego scenariusza, nawet utalentowany reżyser ze świetną obsadą raczej daleko nie zajadą. Wiadomo, seks sprzeda wszystko i chwytliwy temat pewnie zapewnił, że producenci zarobili. Dziwię się jednak, że tak znane nazwiska zgodziły się firmować ten gniot i nikomu, kto jeszcze go nie widział bym go nie polecił. Gdy nie możemy się oprzeć ciekawości, już lepiej stracić pięć minut i zajrzeć na onet czy "wirtualną".
