sobota, 17 sierpnia 2013

Byzantium ****

Minęło niemalże dwadzieścia lat odkąd Neil Jordan nakręcił głośny "Wywiad z wampirem". W międzyczasie Stephenie Meyer opublikowała sagę "Zmierzch", Hollywood wyczuł temat i cały świat ogarnęło wampirowe szaleństwo. Teraz Jordan zdecydował się powrócić do tematyki, ale jego najnowsze dzieło, "Byzantium" nie jest raczej adresowane do fanów romansu lśniącego Edwarda i posępnej Izabeli.

To historia dwóch kobiet, wampirów. Matki i córki. Klara (Gemma Arterton) to epatująca seksapilem, ekstrawertyczna, na oko dwudziestokilkuletnia dziewczyna. Eleonora (Saoirse Ronan), to melancholijna, zamknięta w sobie szesnastolatka. Poznajemy je, gdy na ich trop wpadają prześladowcy i po raz kolejny muszą uciekać. Osiadają ostatecznie w nadmorskim kurorcie, budzącym w Eleonorze wspomnienia wydarzeń sprzed dwustu lat, gdzie przygarnia je właściciel podupadłego hotelu "Byzantium".

Autorem scenariusza jest kobieta, Moira Buffini i cały film ma dość wyraźny podtekst feministyczny. Myślę, że miał być swoistą metaforą walki kobiet o ich prawa. Klara, będąc nastolatką, zostaje skrzywdzona. Kapitan Ruthven (Jonny Lee Miller) wykorzystuje ją i oddaje do domu publicznego, z zadowoleniem stwierdzając, że "dał jej zawód". Gdy po latach jego przyjaciel Darvell (Sam Riley), wręczy mu mapę prowadzącą do miejsca dającego nieśmiertelność, Klara skradnie dar i samowolnie wedrze się do elitarnego braterstwa wampirów, dotąd zarezerwowanego jedynie dla mężczyzn. Ponieważ kodeks nie pozwala im jej zabić, skarzą ją na najdotkliwszą karę w obliczu nieśmiertelności - wygnanie i w konsekwencji samotność. Gdy Klara zdecyduje się złamać kodeks i przekazać dar również córce, będą zmuszone rozpocząć wieczną ucieczkę przed zemstą braterstwa.

To, co nie do końca przekonuje mnie w scenariuszu "Byzantium", to sposób w jaki przeszłe wydarzenia determinują na zawsze dalsze losy bohaterów. Klara raz skazana na prostytucję przez dwieście lat się od niej nie uwolni. Gdy tylko wprowadzi się do "Byzantium", od razu zacznie namawiać właściciela, by zorganizować w nim dom publiczny. Z jednej strony chcąc uchronić córkę przed losem, który stał się jej udziałem, oddała ją na wychowanie do sierocińca. Z drugiej, gdy są już razem, skazuje Eleonorę na ciągłe życie w cieniu prostytucji i nawet gdy ta czyni jej o to wyrzuty, ani przez chwilę nie pomyśli by spróbować coś zmienić.

Dzieło Jordana odchodzi od obowiązującego ostatnio kanonu przedstawiania wampirów. Nie mają kłów, nadludzkich mocy, nie szkodzi im światło słoneczne. Przemienienie to dar, którego dostępują wybrani i może odbyć się tylko w jednym miejscu. Tworzą braterstwo, którego celem jest szerzenie sprawiedliwości. Za nieśmiertelność płacą melancholią wynikającej z braku możliwości tworzenia trwałych więzi z innymi. Klara i Eleonora walczą z nią każda na swój sposób. Jedna nieustannie szuka towarzystwa, rzuca się w wir krótkich intensywnych relacji próbując zapomnieć przeszłość. Druga kurczowo trzyma się wspomnień, znajduje ukojenie spisując je w postaci pamiętnika, którego kartki puszcza z wiatrem, wiedząc, że swą historią z nikim podzielić się nie może.

Neil Jordan jest reżyserem, który świetnie potrafi budować nastrój swoich dzieł. Nie inaczej jest tym razem. Sceny spokojne i liryczne umiejętnie przeplata z pełnymi przemocy i krwi, te dziejące się we współczesności z tymi sprzed dwóch wieków. Wszystko jest pięknie sfotografowane, aktorzy nie zawodzą, wyróżniłbym szczególnie eteryczną Saoirse Ronan. Nie każdy lubi podobne historie, ja również nie jestem wielkim fanem opowieści o wampirach, ale jeśli zdecydujemy się kupić "Byznantium", to nie powinno nas ono rozczarować.


wtorek, 13 sierpnia 2013

Dziewczynka w trampkach ****

Dziewczynka w trampkach zjednuje naszą sympatię od pierwszych minut filmu. Jest bystra i buntuje się przeciwko niezrozumiałym zasadom. Nosi trampki, przyjaźni się z chłopcem z sąsiedztwa, marzy o posiadaniu roweru i o tym, żeby w domu czekał na nią ojciec. Jednak rower jest drogi, a przede wszystkim jazda na nim jest dziewczynkom zakazana. Ojciec zaś, nieustannie wypatrywany przez tęskniącą żonę, jest w domu rzadkim gościem, gdyż większość czasu poświęca na poszukiwanie nowej żony, mogącej dać mu… syna. Sympatię, a wręcz podziw dla Wadjdy (bo tak ma na imię tytułowa bohaterka) wzbudza również jej spryt, upór i konsekwencja. Usiłuje przeciwstawić się matce, nauczycielkom w szkole, a także swojemu małemu przyjacielowi. Udaje jej się zwieść nawet wyjątkowo surową i podejrzliwą dyrektorkę szkoły – pod pozorem skruchy i postanowienia „poprawy”, uzyskuje zgodę na udział w konkursie recytatorskim (polegającym na recytacji fragmentów Koranu oraz sprawdzeniu znajomości księgi), w którym główną nagrodą jest znacząca suma pieniędzy. Za ewentualną wygraną Wadjda chciałaby kupić upragniony rower…

Tak naprawdę jednak, oglądamy film (saudyjskiej reżyserki Haify Al-Mansour) o kobietach w Arabii Saudyjskiej. Kobietach, które dzielą wspólny los, bez względu na wiek, pozycję społeczną, czy poziom zamożności. Podporządkowanych i uwięzionych w potrzasku norm społeczno-religijnych kraju, w którym mieszkają. Mamy więc tytułową bohaterkę i jej rówieśniczki, nieustannie karcone w domu i w szkole za wszelkie przejawy własnych dążeń i przyuczane do całkowitego podporządkowania i skrajnie pojmowanej skromności. Gdy jedna z koleżanek Wadjdy z kółka religijnego oznajmia, iż właśnie została wydana za mąż, otrzymuje gratulacje od szkolnej nauczycielki. Jest także matka Wadjdy, młoda i piękna kobieta, której radość życia stopniowo zanika wobec lęku przed porzuceniem przez męża. Wszystko w jej życiu, nawet miłość do córki, podporządkowane jest jemu, choć mężczyzna nie ukrywa faktu, że planuje założenie drugiej rodziny. I są też kobiety, które same żyjąc wedle ustalonych reguł, narzucają te reguły pozostałym, skazując je na powielanie własnego losu. Tak postępuje matka w stosunku do Wadjdy, jej teściowa, dążąca do ożenienia syna z drugą kobietą, a przede wszystkim dyrektorka szkoły dla dziewcząt, wyjątkowo gorliwie wtłaczająca uczennice w przewidziane dla nich role społeczne (choć jednocześnie pojawia się sugestia, iż sama łamie obowiązujące nakazy moralne).

„Dziewczynka w trampkach” to ciekawy, ale ponury i przytłaczający obraz życia kobiet w Arabii Saudyjskiej i innych krajach o fundamentalistycznych systemach. Oglądając film trudno o inną refleksję niż zdumienie nad ukazaną nierównością społeczną i uczucie szczęścia, iż nie żyje się w podobnym systemie religijnej i obyczajowej opresji. I choć finał opowiedzianej historii zdaje się pozostawiać nieco nadziei na przyszłość, to jest to finał, powiedziałabym, słodko – gorzki. Wprawdzie spełnia się marzenie Wadjdy, a jej matka wreszcie dostrzega wyjątkowość swojej córki, jednak dzieje się tak tylko dlatego, iż w życiu matki dziewczynki nie ma już mężczyzny…


niedziela, 11 sierpnia 2013

Stażyści ***

Na oko czterdziestoletni, Billy (Vince Vaughn) i Nick (Owen Wilson) są doświadczonymi przedstawicielami handlowymi sprzedającymi zegarki. Kiedy ich firma ma problemy finansowe i zostają zwolnieni okazuje się, że nie tak łatwo będzie im znaleźć nową pracę. By odwrócić los po serii niepowodzeń Billy namawia Nicka i razem zgłaszają się na staż w Google.

Przyjaciele nie są jeszcze starzy, wydają się młodzi zwłaszcza "duchem", niemniej, w otoczeniu nastoletnich programistów - geniuszy, wypadają na dinozaurów. Świat internetu i Google'owych nowinek jest im zupełnie nieznany. Jednak, w przeciwieństwie do małolatów, pomimo braku tej wiedzy, posiadają dużo doświadczenia, które zdobyli dzięki pracy, relacjom z kobietami, czy w innych życiowych sytuacjach. Dwie generacje, które na pierwszy rzut oka nie mają wspólnego języka, zaczynają wzajemnie się uzupełniać. Zanim jednak dostrzegą, że mogą się uczyć od siebie i kooperować, ich wspólna praca podczas stażu będzie nieustającym konfliktem pokoleń.

Cała historia jest oczywiście pełna zabawnych nieporozumień i śmiesznych scen. Dla Billego i Nicka miasteczko Google'a jest swoistą abstrakcją, podobnie zresztą jak praca w tej branży. Także dla utalentowanych, ale nieznających świata, komputerowych maniaków, relacja ze zwykłymi, starszymi facetami jest czymś niewyobrażalnym. Jednak momentami film jest przegadany (nie wiem czemu, ale podobne wrażenie mam zawsze, gdy z ekranu przemawia Owen Wilson), a bohaterowie bombardują oklepanymi przesłaniami.

Również różnice pokoleniowe są tak przerysowane, że stają się banałem, ale nie oglądamy przecież dramatu obyczajowego tylko komedię. Irytująca natomiast jest wszechobecna reklama Google'a. Google jako najwspanialsza firma pod słońcem: wymarzone miejsce pracy, pracodawca zatrudniający najlepszych, najbardziej innowacyjne przedsiębiorstwo itp. Mam świadomość, że praca w Google jest marzeniem wielu ludzi, jednak niczego Google'owi nie ujmując, wykreowany przez reżyserów i sponsora raj, przez swoją idylliczność, w odbiorze jest trochę tandetny.

Nie można się zbyt wiele po "Stażystach" spodziewać. Dużo śmiechu, wprowadzający w dobry nastrój scenariusz, trochę górnolotnych wypowiedzi i dodająca otuchy puenta. To chyba wystarczy, żeby uznać komedię za wartą obejrzenia, dla czystej rozrywki, ale bez większych zachwytów.