Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Patrick Wilson. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Patrick Wilson. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 23 lutego 2014

Jack Strong ****

Ryszard Kukliński - bohater czy zdrajca? Zagadnieniem tym postanowił się zająć Władysław Pasikowski, który w ostatnim czasie nie boi się podejmować trudnych tematów filmowych. Kuklińskiego (Marcin Dorociński) poznajemy pod koniec lat 60. jeszcze jako Majora Wojska Polskiego. Wkrótce podejmuje on współpracę z amerykańskim wywiadem i pod pseudonimem operacyjnym "Jack Strong" zdobywa dla CIA tajne dokumenty polskiej służby wojskowej.

Początek filmu wprowadza nas w realia zimnej wojny, gdzie szpiegów skazuje się na śmierć w męczarniach (jak chociażby spalenie żywcem w piecu). Później mamy spokojne przedstawienie postaci Kuklińskiego, jego życie osobiste, awanse zawodowe, wreszcie pierwsze kontakty z amerykańskimi służbami. Film tak na dobre rozpoczyna się właśnie od momentu współpracy polskiego oficera z CIA i z każdą minutą coraz bardziej wciąga.

Reżyser przedstawia Kuklińskiego jako patriotę, którego działania zapobiegły wybuchowi III wojny światowej. Pułkownik nie zdradził Ojczyzny tylko działał w stanie wyższej konieczności, szkodząc Rosjanom a nie Polsce - taki przekaz wynika z filmu. Kukliński w filmie to bohater, ale na miarę polskich realiów, a nie amerykańskiego herosa. Świadczy o tym kilka momentów, gdy pułkownik zachowuje się mocno niefrasobliwie (jak chociażby w znakomitej, humorystycznej scenie posiedzenia kadry oficerskiej, gdy "odkrywany" jest szpieg). Dodatkowo nie potrafi pogodzić szpiegowania z życiem rodzinnym. W realistycznym przedstawieniu postaci reżyser wzbudził jeszcze większą sympatię do "Jacka Stronga". Bo czy nie będziemy bardziej kibicować zwykłemu bohaterowi, a nie agentowi z gadżetami, który radzi sobie w każdej sytuacji?

Sama opowieść o Kuklińskim jest przedstawiona znacznie ciekawiej niż chociażby niedawna historia Lecha Wałęsy w "Człowieku z Nadziei" Andrzeja Wajdy, co w dużej mierze ma na pewno związek z interesująco ukazanym wątkiem szpiegowskim, który trzyma w napięciu. Pasikowski umiejętnie reguluje tempo i potrafi w odpowiednim momencie zaskoczyć widza nagłym zwrotem akcji. Bardzo precyzyjnie odtwarza przy tym realia, w których żyli główni bohaterowie (mieszkanie Kuklińskich, ulice czy bal sylwestrowy aż kipią siermiężnym komunizmem). Do atutów zaliczyć należy również niezły montaż, którego dobre efekty można szczególnie zauważyć w trakcie pościgu samochodowego i brawurowej ucieczki Kuklińskich z Polski. Minusem jest zbyt często serwowana patetyczna muzyka, której na początku filmu jest zdecydowanie za dużo.

Jak to w filmach Pasikowskiego - nie brakuje wyrazistych, męskich postaci i ciekawych ról. Marcin Dorociński, pomimo mojego sporego sceptycyzmu co do braku fizycznego podobieństwa do Kuklińskiego, gra znakomicie i swoją kolejną kreacją potwierdza, że obok Roberta Więckiewicza jest w tej chwili najlepszym polskim aktorem. Nie brakuje również innych dobrych ról, wśród których wyróżnić należy szczególnie Ireneusza Czopa w roli Mariana Rakowieckiego oraz Zbigniewa Zamachowskiego i Mirosława Bakę za komediowe role oficerów Gendery i Putka. Słowa pochwały należą się również Patrickowi Wilsonowi, grającego amerykańskiego agenta Daniela, który całkiem nieźle sobie poradził z językiem polskim (nie potrzeba było na szczęście polskiego dubbingu dla jego postaci). Dobrze zagrane i obsadzone są również role rosyjskich oficerów w osobach "twarzowego" Dimitri Bilova i demonicznego Olega Maslenikova. Słabiej wypadają za to panie, co jest jednak normą w przypadku filmów Pasikowskiego. Maja Ostaszewska jako żona Kuklińskiego gra w zasadzie tylko jedną, mocno zmęczoną miną, a jej histeryczna scena zazdrości (tak mocno lansowana w zapowiedziach przedpremierowych przez jedną ze stacji telewizyjnych) była zbyt przerysowana i kompletnie nie trafiła do mnie. Dagmara Domińczyk, jako agentka Sue, poza amerykańskim akcentem, również nie zapadła w pamięci.

Pasikowski zdaje egzamin jako twórca kina gatunkowego, bo po prostu zrobił dobry thriller szpiegowsko-polityczny. Czy stworzył przy tym historię odpowiadającą prawdzie? Myślę, że kwestię postawy Kuklińskiego najlepiej niech każdy oceni zgodnie z własnym sumieniem i wiedzą. Idąc na film oczekiwałem dobrej rozrywki i pod tym względem na pewno się nie rozczarowałem.

czwartek, 17 maja 2012

Kobieta na skraju dojrzałosci **

Film duetu Reitman-Cody, odpowiedzialnego między innym za głośne w swoim czasie "Juno". Muszę przyznać, że zwiodła mnie klasyfikacja tego filmu na IMDb - komedia, dramat. Może i jest tu parę scen, które mogą przywołać na usta uśmiech, ale koło komedii to ten film nawet na półce z kliszami nie leżał. To zrealizowany z pełną premedytacją i konsekwencją dramat psychologiczny, więc jeśli ktoś liczy na niezobowiązującą rozrywkę, radzą trzymać się z daleka.

Rzecz opowiada historię z ang. "prom queen", królowej balu maturalnego - najpiękniejszej laski w szkole, którą bardzo przekonująco portretuje Charlize Theron. Poznajemy ją, gdy nie ma już osiemnastu lat, tylko powoli dobija do czterdziestki i właśnie na jej email przyszła wiadomość od licealnej miłości, że o to narodził mu się potomek. Informacja ta wstrząsa ją na tyle, że z dnia na dzień wyrusza z metropolii, w której mieszka, w drogę do rodzinnego miasteczka, by odebrać to co, w jej mniemaniu, należy się jej.

Wydaje mi się, że w zamierzeniu twórców ten film miał być studium charakteru. Charakteru kobiety pięknej i świadomej swojej urody, która całe swoje dotychczasowe życie spędziła w kokonie przez tą urodę wytworzonym, w momencie gdy zaczyna ona pomału przemijać. Możliwe, że miał być również studium alkoholizmu "kobiet sukcesu", bo naprawdę ciężko jest znaleźć scenę, w której główna bohaterka nie jest po przynajmniej jednym głębszym lub na kacu. Piszę, że film miał być, a nie jest, gdyż brakuje w nim jednej szalenie ważnej rzeczy. Nie ma punktu odniesienia. Od pierwszego do ostatniego kadru śledzimy główną bohaterkę i jedyne co możemy zrobić, to wyciągać wnioski z tego co widzimy, wierzyć lub nie jej słowom. A problem jest taki, że ciężko wierzyć osobie, która ewidentnie ma problemy psychologiczne i oczywisty problem alkoholowy. Może mówi prawdę, a może zmyśla na poczekaniu. Dostajemy od autorów okno, przez które bez zbędnej sympatii, brutalnie możemy spojrzeć na kobietę, która wydawała się skazana na sukces, a jednak nie jest szczęśliwa i sobie ze swoim życiem nie radzi. Nie dostajemy jednak nawet próby analizy co poszło nie tak, co się stało, że znalazła się w tym miejscu, w którym ją widzimy.

Ponieważ raczej mam naturę naukowca niż podglądacza samo okno mi nie wystarcza i stąd tak niska ocena filmu, który jest naprawdę dobrze zrobiony, trochę po europejsku, i zagrany, ale pozostawił u mnie duży niedosyt i poczucie straconego czasu po obejrzeniu historii do której nie sposób się odnieść. Na plus filmowi można zaliczyć kreację komika Pattona Oswalta, jako inwalidy pędzącego bourbon w domowej piwnicy i dosadność z jaką pokazany jest proces, któremu poddaje się kobieta, by wieczorem wyglądać olśniewająco.