Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kad Merad. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kad Merad. Pokaż wszystkie posty

środa, 3 września 2014

Przychodzi facet do lekarza ****

Francuzi zawsze mieli szczęście do genialnych komików. Fernandel, André Bourvil, Louis De Funes czy Pierre Richards to najwybitniejsi aktorzy komediowi, którzy przez lata bawili publiczność na całym świecie. Pomimo że kino francuskie się zmieniło i filmy znad Sekwany są w tej chwili bardziej nastawione na fabułę niż fajerwerki jednego aktora, to "Przychodzi facet do lekarza" jest niewątpliwie popisem Dany’ego Boona i przywołuje na myśl właśnie stare francuskie komedie.

Romain Faubert (Boon) to hipochondryk, który jest przewrażliwiony na punkcie czystości, bakterii i wszelkiego rodzaju chorób. Najgorsze w jego zachowaniu jest to, że problemami obarcza swojego jedynego przyjaciela doktora Dimitria Zvenke (Kad Merad). Medyk musi codziennie wysłuchiwać urojonych pomysłów Fauberta i jego dziwactw. Ponieważ są one coraz bardziej irracjonalne, to Zvenka postanawia jak najszybciej zapoznać go z jakąś kobietą licząc, że miłość wyleczy chorobę Romaina. Jak się okazuje, nie jest to łatwe zadanie.

Boon (który film wyreżyserował i napisał do niego scenariusz) od początku częstuje widza salwami śmiechu. Romain to klasyczna pierdoła i zarazem osoba ze skazą na psychice, której jednak trudno nie lubić. Jego przypadłość jest przedstawiona jako choroba związana z samotnością. Faubert, poza Zvenką, nie ma w zasadzie znajomych, ma dużo wolnego czasu i przez to skupia się wyłącznie na sobie i swoich wydumanych problemach. Dlatego poznanie kobiety może sprawić, że bohater skoncentruje się na innych sprawach, zakocha się, a miłość wyleczy jego chorobę.

Hipochondria Fauberta jest punktem wyjścia do wielu innych zdarzeń w filmie. I tak oprócz zabawnego przedstawienia głównych bohaterów, mamy elementy komedii w stylu amerykańskim (nieudane randki Fauberta są jakby zerżnięte z filmów znad Atlantyku) oraz komedię pomyłek, gdzie główny bohater zostaje wzięty za czerkistańskiego przywódcę ruchu narodowego, co niesie za sobą wiele komicznych sytuacji. I właśnie ten ostatni wątek chyba najbardziej przypadł mi do gustu.

Sam film nie byłby zapewne aż tak zabawny, gdyby nie główni bohaterowie, pomiędzy którymi jest wyraźna chemia. Boon to przede wszystkim wulkan gestów i żartów sytuacyjnych, w których czuje się świetnie i można powiedzieć, że jego gra przypominała mi występy wymienionych przeze mnie na wstępie starych komików francuskich. Równie świetny co Boon jest Merad, który mniej szarżuje, ale ma niewątpliwie więcej potyczek słownych, jak chociażby ze swoją ekranową żoną Norah (Judith El Zein) czy też siostrą Anną (Alice Pol) i stanowi przeciwwagę dla ekspresyjnej gry Boona.

"Przychodzi facet do lekarza" nie niesie ze sobą jakiegoś głębokiego przesłania, bo to że miłość może nas wyleczyć z fobii nie stanowi jakiegoś epokowego odkrycia. Ale z pewnością jest śmieszny i warty obejrzenia, szczególnie dla miłośników starych, dobrych francuskich komedii.

niedziela, 11 marca 2012

22 kule ****

Kino gangsterskie. Produkcja studia Luca Bessona. Jean Reno. Gdy ma się ochotę choć na chwilę oderwać od szarej rzeczywistości to takie trio na ogół gwarantuje, że nie zatęsknimy za nią ziewając nim pojawią się końcowe napisy.

Scenariusz roi się od klisz wałkowanych przez filmowców co najmniej od lat 20 XX wieku. Gangster, który odchodzi na emeryturę, lecz niestety starzy znajomi nie chcą o nim zapomnieć. Zemsta. Nowy zły porządek wypierający starą szkołę. Policjant (w tym wypadku policjantka) z problemem alkoholowym, ale za to niezachwianą busolą moralną. Ale to dla kinomana też ma swój urok, gdy odnajdujemy elementy ulubionych filmów. Można by się przyczepić do paru scen które znalazły się w ostatecznej wersji chyba przez przypadek (np to jak rzeczona policjantka jedzie do więzienia by spotkać się z jakimś bandytą, który później nie odegra żadnej roli w fabule), albo są po prostu dziwne, jak ta gdy Reno próbuje uratować syna przedzierając się przez zasieki, które mogły by chyba chronić północno koreańską bazę wojskową (autorzy chyba chcieli uzyskać efekt dramatycznego oczekiwania, zdąży czy nie, ja nie mogłem się przestać zastanawiać, dlaczego nie wszedł przez bramę), ale nie rażą one tak bardzo by psuć przyjemność z oglądania filmu.

Jest za to tonąca w letnim słońcu Marsylia i jej malownicze okolice pokazane na pięknych zdjęciach. Są efektowne sceny akcji, niezłe dialogi i postacie może jednowymiarowe, ale wyraźnie nakreślone i budzące jednoznaczne emocje. Mimo, że jest byłym gangsterem nie sposób nie lubić postaci Reno. Respekt który wzbudza w swoich wrogach, trudne życie które ma jakby wypisane na twarzy, nie wiem czy ktokolwiek lepiej nadawałby się do tej roli. Świetny jest również Kad Merad jako jego adwersarz. Scena w, której w końcu dochodzi do ich bezpośredniej konfrontacji jest chyba najlepsza w filmie, a słowa wypowiadane w niej przez Merada o tym, że zło to zło i wybiórcza moralność nie ma sensu, na które Reno nie znajduje odpowiedzi, można odnieść do całego gatunku i kanonu postaci które stworzył - "honorowego" gangstera (chociażby Vita Corleone).

Ogólnie, gdy przymknie się oko na drobne niedociągnięcia to ten film to po prostu dwie godziny dobrej niezobowiązującej rozrywki dla wszystkich fanów gatunku i Jeana Reno.