Historia (opowiedziana na faktach) dotyczy menedżera sportowego klubu baseballowego Oakland Athletics - Billy'ego Beane'a, który mając kiepską sytuację finansową w swoim klubie, stawia na dosyć niekonwencjonalne metody zarządzania nim. Przede wszystkim dzięki pomocy młodego chłopaka z ekonomicznym wykształceniem - Petera Branda (grubasek Jonah Hill - to zdecydowane odkrycie tego filmu) zaczyna korzystać w większym zakresie z analiz i statystyk komputerowych, wreszcie kupuje na podstawie tych statystyk tańszych zawodników i ustawia ich na innych pozycjach w drużynie. Początkowo wydaje się, że wszystkie pomysły Beane'a to kompletny niewypał, bo drużynie idzie jak po grudzie, ale później zespół zaczyna funkcjonować na najwyższych obrotach.
Baseball - to dyscyplina dla mnie kompletnie niezrozumiała. Naprawdę nie rozumiem fenomenu tego sportu w Stanach, bo mnie - jako kibica sportowego - on kompletnie nie kręci. Jednak w tym filmie to nie o baseball do końca chodzi, co sposób przedstawienia otoczki wokół sportu. Mistrzowska jest dla mnie sama rozmowa Pitta z tzw. "zarządem", gdzie większość osób się w nim znajdujący, to dziadkowie nie mający pojęcia o nowoczesnym zarządzaniu klubem i bojący się większych zmian. Od razu kojarzy mi się to z sytuacją z naszego piłkarskiego podwórka. W ogóle gra Pitta jest w tym filmie zaskakująco dobra. "Bradzio" nadaje swoje postaci sporo energii, charyzmy i wdzięku. Jego bohatera nie sposób nie lubić i nie sposób mu kibicować. Dużym atutem filmu jest też gra młodego doradcy Beane'a - Petera Branda. Postać Hilla jest bardzo dobrze zagrana i pokazuje "oczywistą oczywistość", że największe mózgi to często osoby bez warunków fizycznych. Dialogi, dwie główne postaci i sam sposób opowiedzenia historii to największe atuty tego filmu.
Czego mi w nim zabrakło? Zdecydowanie za mało tego co się działo w wewnątrz drużyny, czyli zawodników, bez których nawet największy mag menedżerski i analityk nic by nie poradzili. W zasadzie do końca nie wiemy, co konkretnie spowodowało, że drużyna nagle "zaskoczyła". Średnio też jest przedstawiona rola trenera zespołu - granego przecież przez świetnego aktora Phillipa Seymoura Hoffmana. Mimo że w filmie łysy i początkowo ciężki do poznania, to jego postać jest słabo zarysowana - na pewno poniżej jego możliwości aktorskich. Nie widzę tutaj winy w Hoffmanie, co raczej w twórcach filmu, którzy skupili się bardziej na Bradzie i chyba nie chcieli mu za bardzo zabierać show.
Generalnie film jak najbardziej godny polecenia na sobotni wieczór w dobrym towarzystwie. Relaksujący, niegłupi i dobrze zrobiony. Chociaż fakt, że jest kandydatem do Oskara to przesada, ale na pewno jest warty obejrzenia. I to nie tylko przez fanów sportu. Fajnie, gdyby w końcu ktoś u nas odważył się zrobić taki film. Temat jest jak najbardziej wdzięczny, bo w sporcie nad Wisłą nie brakuje podobnych problemów z jakimi musiał się borykać bohater grany przez Pitta.
Krótkie wprowadzenie do filmu: