sobota, 23 czerwca 2012

Łowcy głów ***

"Nazywam się Roger Brown, mam 168cm wzrostu. Nawet bez psychiatry wiem, że trzeba to czymś kompensować". Te słowa, wypowiadane przez głównego bohatera, otwierają "Łowców głów" i właśnie ta męska potrzeba kompensacji, udowadniania sobie swojej wartości jest punktem wyjścia szaleńczej akcji, która wypełnia ten norweski thriller.

Spokojnie nie zamierzam zdradzić ani fragmentu fabuły więcej. Choć początek filmu mógłby równie dobrze służyć za wstęp do dramatu psychologicznego, to nie ma tu miejsca na filozofowanie. Akcja nie zwalnia tempa, do samego końca zastanawiamy się jakie role poszczególne postacie odgrywają w układance. Jeśli miałbym coś zarzucić, to to, że zbytnie skupienie na mnożeniu jeszcze bardziej nieprawdopodobnych i efektownych scen, które nie posuwają fabuły do przodu w pewnym momencie już nuży i mimo, że film nie jest długi, to zdarzyło mi się zerknąć na zegarek.

W trailerze jacyś krytycy porównują "Łowców głów" do dzieł Tarantino i braci Coen. Reżyser rzeczywiście stara się bawić gatunkami, są sceny śmieszne, są mocno przerysowane, ale całość nie jest ani na tyle spójna ani świeża, by prowokować takie skojarzenia w mojej głowie. Przyzwoita rozrywka, nic więcej.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz